Powrót
микрозайм на картуоформить заявку онлайн на потребительский кредит

PiggyPEG o filtrach przeciwsłonecznych [aktualizacja]

Biotechnologia zdecydowanie nie jest dziedziną, która stoi w miejscu. Z jeszcze nieprzetłumaczonych na polski, świeżutkich prac naukowych wiemy, że filtry mineralne, także te w wersji nano (jak w kremie ultranawilżającym Resibo), zostały bardzo dokładnie przebadane pod kątem bezpieczeństwa dla organizmu. Są całkowicie bezpieczne i – w przeciwieństwie do filtrów chemicznych – nie przenikają przez skórę! Jak mówi nasz technolog – filtry chemiczne pełnią rolę strażaka, filtry mineralne to prewencja p-poż. Dlatego raz jeszcze zamieszczamy zaktualizowany post dziewczyn z PiggyPEG na ten temat.

Wszystko o filtrach przeciwsłonecznych

O ten post prosiłyście nas od dawna i  w końcu jest! Łatwo nie było, przeczytałyśmy mnóstwo publikacji, badań i wypowiedzi ekspertów, aby napisać dla Was naprawdę porządny, rzetelny post. Temat filtrów jest niezwykle kontrowersyjny, w internecie można znaleźć ogrom informacji, często wzajemnie się wykluczających. Właśnie dlatego mamy nadzieję, że ten post będzie dla Was drogowskazem w poszukiwaniach idealnego kremu 🙂 Tak tak, ochrona przeciwsłoneczna to podstawa i niech nikt Wam nie wmówi, że jest inaczej. Cytując Charlotte Cho “Dużo więcej szkody sobie zrobicie nie używając filtrów wcale”.

Kremy przeciwsłoneczne nie tylko chronią nas przed czerwonymi ramionami i piekącymi od oparzeń policzkami. To wina promieniowania UVB, które jest odpowiedzialne za faktyczne brązowienie skóry i poparzenia słoneczne, ale też za powstawanie plam, piegów, przebarwień. Może też przyczynić się do rozwoju zaćmy (dobre okulary przeciwsłoneczne to mus).

Dużo gorsze jest jednak promieniowanie UVA, które o każdej porze roku występuje w takim samym natężeniu. Nie powoduje oparzeń, ale penetruje w głąb skóry powodując powstawanie wolnych rodników, fotostarzenie (główna przyczyna starzenia się!), zmiany nowotworowe i plamy posłoneczne. Uszkadza komórki, nie wykazując objawów bólowych.

Fotostarzenie to nie mit. Tutaj możecie zobaczyć zdjęcie Billa McElligota, kierowcę cieżarówki, który nigdy nie używał filtrów przecisłonecznych, Jak myślicie, która strona jego twarzy była wystawiona bliżej okna, a która schowana w cieniu? 😉 Polecamy pokazać to zdjęcie koleżance, która tak uwielbia solarium i wielogodzinne opalanie się na plaży. Skoro już wiemy, że Słońce może zrobić nam kuku, to czym kierować się przy wyborze kremu z filtrem?

Jak czytać oznaczenia na opakowaniach kremów przeciwsłonecznych?

Zapewne większość z Was zna kojarzy oznaczenie SPF i właśnie nim kieruje się przy wyborze kremu do opalania. SPF, czyli Sun Protection Factor, to z angielskiego wskaźnik ochrony przeciwsłonecznej. Ale uwaga! SPF określa jedynie zdolność kosmetyku do ochrony przed poparzeniami, a więc dotyczy tylko promieniowania UVB!

Szukajcie tych produktów, które oprócz SPF mają oznaczenie IPD lub PPD (PA).  To wskaźniki mówiąca o tym, w jakim stopniu krem chroni nas właśnie przed UVA, którego jest najwięcej (95%).

Im wyższe PPD, tym lepiej 🙂

Nieprawdą jest, że wysoki SPF oznacza jednocześnie wysoki PPD. Na rynku znajdziemy kremy z SPF 25, który ma wyższą ochronę przed UVA niż SPF 50 innego producenta. Trzeba uważnie czytać etykiety, aby nie dać się zrobić w balona.

Obecnie na rynku znajdziemy dwa rodzaje filtrów – chemiczne lub mineralne. W internecie znajdziemy różne informacje na temat wyższości jednego nad drugim, ale prawda jest jak zwykle po środku. Zarówno chemiczne jak i mineralne filtry mają swoje plusy i minusy.

Filtry chemiczne

W skład takiego filtra może wchodzić wiele substancji. Chronią one skórę poprzez absorpcję promieniowania UV i zamienienie go w nieszkodliwe ciepło. Mogą uczulać i podrażniać skórę osób wrażliwych. Są jednak lżejsze, bardziej stabilne i skuteczniejsze niż ich rywale – filtry mineralne.

Filtry mineralne

Zazwyczaj w skład takiego filtra wchodzą dwie substancje: dwutlenek tytanu (Titanium Dioxide) oraz tlenek cynku (Zinc Oxide). To właśnie te związki znajdziemy w podkładach mineralnych 🙂 Największą zaletą filtrów mineralnych jest to, że nie uczulają i nie podrażniają. Osadzają się na powierzchni skóry działając jak tarcza przed promieniowaniem UV. Dwutlenek tytanu chroni głównie przed promieniowaniem UVB, a tlenek cynku przed UVA.

Jaki więc filtr wybrać? Otóż najlepsza będzie mieszanka jednego i drugiego 🙂 Wtedy poszczególne substancje będą się wzajemnie uzupełniać i otrzymamy skuteczną ochronę przez promieniowaniem UVA oraz UVB.

MIT 1: Filtry chemiczne i mineralne mogą być zastąpione przez naturalne oleje i ekstrakty

Chociaż bardzo chciałybyśmy, żeby to była prawda to niestety tak nie jest. Filtry naturalne (czyli np. olej z pestek malin, masło Shea, olej z marchwi) nie są w stanie zapewnić nam stabilnej i skutecznej ochrony przed Słońcem.  Po pierwsze, informacje o ich rzekomym wysokim SPF (30-50) są mocno przesadzone 😉 O skuteczności takich naturalnych filtrów decyduje wiele czynników np. sposób pozyskiwania oraz ilości specyfiku, jaką nakładamy na skórę. Obawiamy się, że aby uzyskać ochronę na poziomie SPF 50 to trzeba by wylać na siebie wiadro takiego oleju z pestek malin 😉 W dodatku, aby filtr chronił przed Słońcem musi pozostać na powierzchni skóry, a oleje częściowo się wchłaniają. Po drugie, filtry naturalne nie są badane pod względem fotostabilności. To znaczy, że mogą ulegać rozkładowi pod wpływem promieni UV. Po trzecie, chronią głównie przed promieniowaniem UVB.

Takie naturalne filtry będą jednak świetnym dodatkiem wspomagającym działanie filtrów przeciwsłonecznych, w końcu mają dobre cechy pielęgnacyjne, antyoksydacyjne i mogą zapobiegać przebarwieniom słonecznym 🙂

MIT 2: Filtry chemiczne są szkodliwe, lepiej wybrać filtr w 100% mineralny

Bardzo nie podoba nam się demonizowanie filtrów chemicznych. W ich skład może wchodzić wiele substancji, a kontrowersje dotyczą jedynie kilku (chociaż powszechnie stosowanych). Dla ułatwienia, przedstawiamy Wam mini słownik składników filtrów chemicznych. Na czerwono oznaczyłyśmy tak zwane filtry przenikające i niestabilne, które mają zdolność przenikania do krwioobiegu, mają delikatne działanie estrogenne. Substancja niestabilna ulega rozkładowi po danym czasie na słońcu i mogą namnażać się wolne rodniki, które są odpowiedzialne za przyspieszone starzenie się skóry. Lepiej ich unikać, chociaż badania nad filtrami cały czas trwają i pojawiają różne opinie na temat bezpieczności ich stosowania. W 2008r. wykazano zdolność przenikania tych filtrów do mleka matek karmiących.

Ethylhexyl Methoxycinnamate

Homosalate

Octyl Methoxycinnamate

Methoxydibenzoylmethane (Avobenzone)

Benzophenone-3

Benzophenone-4

4- Methylbenzylidene Camphor

Octyl Dimethyl PABA

Methoxydibenzoylmethane

Osobiście lubimy się z filtrami chemicznymi, bo nie ścierają się tak łatwo jak mineralne, są lekkie i mamy pewność, że chronimy skórę skutecznie przed UVB i UVA. Do tych bezpiecznych filtrów zaliczamy:

Octocrylene – filtr chemiczny chroni zarówno przed UVB jak i w bardzo małym zakresie przed UVA. Bezpieczny dla skóry.

Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine – zwany również Tinosorb S filtr chemiczny, chroni w szerokim zakresie przed UVA.

Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol – zwany również Tinosorb M, filtr chemiczny, chroni w szerokim zakresie przed UVA,

Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate – inaczej zwnay Uvinul A Plus, filtr chemiczny, chroni przed UVA

Ethylhexyl Salicylate – filtr chemiczny, chroni w UVA (małym zakresie) i UVB

Ethylhexyl Triazone – filtr chemiczny, chroni w UVA (małym zakresie) i UVB

Diethylhexyl Butamido Triazone – zwany również Uvasorb HEB – filtr chemiczny chroniący przed UVB i UVA w niskim zakresie

Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid – zwany również Mexoryl SX, filtr chemiczny, chroni w szerokim zakresie przed UVA

Disodium Phenyl Dibenzimidazole Tetrasulfonate – zwany również Neo Heliopan AP, filtr chemiczny, chroni w szerokim zakresie przed UVA

AKTUALIZACJA: Podane przez nas filtry chemiczne, chociaż ogólnie uważane są za bezpieczne, to należy mieć na uwadze, że nikt nie prowadzi badań, w co przekształcają się w organizmie.

A teraz kilka zastrzeżeń do minerałów. W Europie tlenek cynku jako filtr UV był akceptowany tylko do 31 grudnia 2014 r. Po tym terminie ma zastosowanie jako pigment w kosmetykach kolorowych i substancja łagodząca (nie znajduje się już na liście substancji dopuszczonych jako filtry UV, załącznik VI Dyrektywy Unijnej)

Dlaczego? Otóż ze względu na to, że tlenek cynku w kremach do opalania był stosowany głównie w formie nanocząsteczkowej. Coraz więcej doniesień ze środowisk naukowych mówi o rakotwórczym działaniu nanocząsteczek tlenku cynku i dwutlenku tytanu oraz ich szkodliwym wpływie na DNA, co skutkuje przyspieszeniem starzenia. Dlatego wybierajcie tych producentów podkładów i kosmetyków mineralnych, którzy nie używają w swoich produktach nanocząsteczek i są z tego dumni. Kolejnym minusem jest to, że filtry mineralne bielą skórę. Dwutlenek tytanu i tlenek cynku to powszechnie stosowane barwniki, mają śnieżnobiały kolor. Krem z minerałami będzie też cięższy do rozsmarowania i tłustszy (minerały trzeba pokryć tłustą lub silikonową warstewką, aby zredukować ich katalityczne właściwości).

AKTUALIZACJA: W tym roku Tlenek Cynku ponownie zostanie zaakceptowany jako filtr UV w krajach Unii Europejskiej. Co więcej, organizacja SCCS (Standing Committee on Cosmetics Products) uznała, że filtry mineralne także w wersji nanocząsteczkowej są bezpieczne.

MIT 3: Ochrona przeciwsłoneczna to spisek wielkich koncernów. Filtry blokują syntezę witaminy D, przez co powodują raka i przyspieszają starzenie się skóry.

Dawno nie usłyszałyśmy większej bzdury. ŻADEN krem z filtrem nie zapewni nam 100% ochrony przed słońcem. Promienie UV zawsze dotrą do naszej skóry i zawsze dojdzie w ten sposób do syntezy witaminy D. Inną kwestią jest to, że niestety Polska nie należy do krajów tropikalnych i w naszym klimacie suplementacja tej witaminy w postaci preparatów i bogatej w ryby diety jest konieczna! Polecamy przeczytać bardzo dobry artykuł na ten temat na hipoalergiczni.pl.

MIT 4: Pryszcz na czole? Wystaw buzię do Słońca!

Tą babciną mądrość już dawno powinniśmy wyrzucić do kosza. Promieniowanie UV nie leczy trądziku, ale go zaostrza. Słońce przyspiesza rogowacenie skóry i chociaż wydaje nam się, że buzia po opalaniu wygląda zdrowiej to po paru dniach mamy wysyp nowych pryszczy i krost. W dodatku opalanie ranek trądzikowych i  wyprysków to pierwszy krok do przebarwień, które mogą zostać już na całe życie. W końcu skóra w miejscu rany jest wyjątkowo cienka i opala się szybciej i mocniej.

MIT 5: Zimą i w pochmurne dni kremy z filtrem są zbędne.

Jak już mówiłyśmy, promieniowanie UVA działa w takim samym natężeniu przez cały rok. Przenika przez chmury, szyby w samochodach i okna w domach.  Dlatego kremów z filtrem powinniśmy używać przez cały rok, zwłaszcza zimą kiedy to promienie słoneczne odbijają się od śniegu. Unikajmy również spacerów i plażowania w samo południe. Zainwestujcie w okulary przeciwsłoneczne, które posiadają filtr. W ten sposób chronicie oczy przed zaćmą, nowotworami i kurzymi łapkami. W Korei, gdzie kobiety mają hopla na punkcie ochrony przeciwsłonecznej za absolutnie normalne uważa się spacerowanie z parasolką w słoneczny dzień.

MIT 6: Nie używam filtrów, bo podrażniają moją skórę.

Oczywiście może, ale nie musi tak być. Filtry chemiczne mogą podrażniać skórę, ale często wina może leżeć po stronie innego składnika np. donorów formaldehydu, zapachów, barwników, PEGów. Czyli czytanie składów kłania się nisko po raz kolejny 🙂 Dogłębna analiza składu kremu z filtrem nie ma sensu, ponieważ ochrona przeciwsłoneczna to wyższa szkoła jazdy. Niektóre filtry nawzajem się stabilizują, różne substancje mogą się różnie zachować w parze z danym filtrem. Po prostu zwracajcie uwagę na substancje, których wasza skóra nie lubi i obserwujcie, szukajcie, testujcie.

Więcej znajdziecie na piggypegblog.pl.

Magda

Magda

Magdalena Matyga-Kruk, ekspert ds. kosmetologii Kosmetologia i wszystko, co związane z pielęgnacją skóry, to moja pasja. Żeby nie musieć nigdy pracować, z tej pasji uczyniłam… pracę. Od ponad pięciu lat prowadzę salon kosmetyczny Magda M w Świdnicy, któremu poświęcam większość swojego czasu. Ciągle poszerzam swoją wiedzę, a zadowolenie moich coraz liczniejszych klientów to najlepsza zapłata, bo jestem kosmetyczką z wykształcenia, ale przede wszystkim z zamiłowania.